Zaczęło się od głowy łosia, tak mi się raz spodobała taka jedna głowa łosiowa w pubie i mówię do Michaela, że na urodziny bym sobie taką życzyła. Michael tylko spojrzał, nic nie powiedział i ja i tak wiedzaiłam co mówi sobie w głębi duszy :) W sumie to za mądry pomysł to nie był, ale za to jaki oryginalny i duży :)
Tydzień temu był chihuahua, tu dopiero było gadania, ale i tylko na tym się skończyło, bo gdzież tam takie małe i głośne i denerwujące i drogie przede wszystkim... nie, nie, takiemu pieskowi to już podziękujemy...
A dziś odnowił mi się pomysł na jeża :) Jakie to słodkie takie małe stworzonko, tylko przytulać i kąpać w zlewie. Uwielbiam jeżyki, nie ma nic rozkoszniejszego. Po powrocie do domu oznajmiłam Michaelowi, że będzie JEŻ...
...resztę już sobie sama dopowiedziałam haha
No comments:
Post a Comment